Zaczytani

Cała Polska czyta

Duży Format (TKR RP) nr 51, wydanie z dnia 01/03/2012Reportaż, str. 6

Gotuję zupę i czytam. Na schodach ruchomych – czytam. Trzy, cztery godziny dziennie by się uzbierało

MAGDALENA SZWARC

Przy smażeniu naleśników, w stygnącej kąpieli, w metrze i fotelu. Kosztem prasowania, biegania, oglądania telewizji. Żeby się odprężyć, wzruszyć, zmierzyć ze sobą, zwolnić – Polacy potrafią przeczytać 50, 100, 300, a nawet 1000 książek rocznie.

Schody ruchome są super

Sylwia Niemczyk-Opalińska (32 lata, 200 książek w roku): – Czytam, zanim wszyscy wstaną. O szóstej piję kawę, myję zęby i mam godzinę.

Smażę naleśniki i czytam. Gotuję zupę i czytam. Jak będę obierała ziemniaki, to nie – ale przy mieszaniu? Czytam na stojąco, na siedząco, na leżąco, na chodząco – mniej po domu, a bardziej na ulicy. Wpadam na ludzi czasem, ale że czytam nieuważnie, mam podzielną uwagę.

Pracuję na pełny etat jako redaktorka w miesięczniku dla rodziców. Po siedemnastej, jak przychodzę do domu, pobawię się trochę z dziećmi, dam im jeść, przypilnuję Igę, żeby zrobiła zadania domowe, i przez pół godziny czytam w wannie.

Wczoraj pracowałam w domu. Czytałam do 8.30. Drugą część „Millennium”, moją ulubioną. Potem pracowałam z przerwami na czytanie przy kawie, co godzinę, na 15 minut.

Odebrałam Ninę z przedszkola, czytałam McLuhana, jedną z kilku niefabularnych książek, które lubię. Pojechałam spotkać się z koleżanką: po drodze czytałam w metrze i wychodząc na schodach ruchomych, to jest taka wspaniała rzecz, że jedziesz, jedziesz, jedziesz i jeszcze możesz sobie czytać. I dopiero jak wychodzisz w ciemność, to już nie możesz.

Wróciłam o 20.30, dzieci były już wykąpane i po kolacji. Marcin to zrobił, mój mąż. Powiedziałam im, że przyjdę za pół godziny – leżałam w wannie i czytałam. Dalej tę Lisbeth. Teraz mam ciężki okres w pracy, więc nawet nie zabieram się do niczego nowego. Planuję zacząć „Parrot i Olivier w Ameryce”. Dwie recenzje przeczytałam i kupiłam ją sobie wczoraj. Dziewczynki się dobijały, więc musiałam wyjść.

Przed snem im czytamy. Porozmawiamy chwilę, a potem leżę między nimi, jest nam bardzo ciasno, przytulamy się do siebie, ale pilnuję, żeby się już nie odzywały, nie chichrały. Oglądają swoje książki, a ja już czytam swoją. Z godzinę. I czasem z nimi zasnę, a czasem przesiadam się do swojego łóżka i dalej czytam. Wczoraj czytałam do 23.30 i jeszcze usiadłam do pracy. Poszłam spać o 2.00. Ale zwykle długo śpię, od 23.

Trzy, cztery godziny czytania dziennie by się uzbierało. Ok. 200 stron, ale to zależy od książki. Czytam kilka naraz, ale są książki, których nie chciałabym tak czytać. Biografia Korczaka czeka, aż będę miała trzy dni bez chodzenia do pracy.

Godzina dziennie, codziennie

Tomasz Brzozowski (44 lata, cel: 50 książek w roku): – Przy pełnym życiu zawodowym (jestem właścicielem księgarni Czuły Barbarzyńca) i rodzinnym, żeby czytać, trzeba mieć bardzo dużo samodyscypliny. Narzucić sobie normę tygodniową, dzienną. Jak to hasło: „Czytaj dziecku 20 minut dziennie, codziennie”. Więc pojawił się pomysł czytania rano i wieczorem – w sumie godzinę. Wolę rano, ale zdarza mi się rzeczy łatwiejsze czytać wieczorem. Jeśli ktoś będzie w dni powszednie czytał godzinę i jeszcze w weekend się uda coś wygospodarować (u nas między 13 a 15 dziecko śpi i musi być obowiązkowa cisza), to daje już do dziewięciu godzin w tygodniu. Nawet siedem to już jest bardzo dobrze. Jeżeli się uda dojść do 50 książek w roku, jest to wyśmienity wynik!

W I klasie pani mi nie uwierzyła

Bernadetta Darska (34 lata, 360-500 książek w roku): – Zazwyczaj czytam w fotelu, w pokoju do pracy. Mamy trzy pokoje. I kilka tysięcy książek. Dwa pokoje są praktycznie całe w książkach. Sypialnię na razie udało się ocalić, ale część jest w szafie. Różne warstwy, poziomy, piramidy.

Czytam w pociągach, w autobusach niestety nie, bo fizycznie nie za dobrze reaguję. Jak mam konsultacje i studenci nie przychodzą, to podczytuję. Ok 400-500 stron dziennie. Jak książka naukowa, to wolniej się czyta. Sto stron na godzinę, nie 150, jak przy beletrystyce. Poza tym regularnie czytam kilkanaście czasopism kulturalnych, gazety, tygodniki. Czytam blogi o książkach.

Zawsze szybko czytałam. Pamiętam, w pierwszej klasie podstawówki po kilku dniach oddawałam do biblioteki tzw. grubą książkę i pani nie wierzyła, że przeczytałam. Bardzo mnie to bolało!

Do czytania i pisania tekstów siadam o 16-17, wtedy najlepiej mi się pracuje. Chodzę spać o 2. Jestem krytyczką literacką i literaturoznawczynią, nie umiem oddzielić tych godzin, kiedy pracuję, a kiedy czytam dla przyjemności. Każdą książkę poddaję analizie – taki nawyk. Czytam literaturę artystyczną z wyższej półki i dużo non-fiction. Przygotowuję habilitację o reportażu po roku 89, ale staram się też śledzić literaturę popularną.

Mąż czyta w dużym pokoju, tam jest narożnik i lampka. Mówimy siebie, co kto wyczytał. On woli pracować rano. Jest pisarzem. Wiadomo, że jak piszę książkę, siedzę dłużej. Jak on pisze, też się wyłącza z rzeczywistości. Śmiejemy się czasami, że nawet nasze koty uwielbiają leżeć na książkach.

Torebka na książki

Marianna Zawadzka (34 lata, 120 książek w roku): – Ja w pracy mogę czytać. Jestem wychowawcą w hostelu dla młodzieży przy jednym z liceów. Jak mam dyżur od 15 do 21, to nie ma czasu, ale jak nockę – oni śpią, a ja czuwam i mogę czytać.

Kupuję takie torebki, żeby mi się książka mieściła. Do metra mam trzy przystanki, to nie wyciągam. Wsiadam na pierwszej stacji do pustego wagonu. I mam pół godziny drogi na czytanie.

Rano biorę książkę do łazienki. Potem to nie, bo obiad, dzieci, zakupy, pranie, spacery, w dzień staram się wszystko poprasować. Kostuś ma pięć i pół, a Miłoszek prawie trzy lata. Mąż bardzo w domu pomaga. Sprząta. Z dziećmi na dwór wychodzi. On się odpręża przy gotowaniu, dla mnie to kara. Pracuje w kawiarnio-galerii, na wieczory. Pięć dni w tygodniu. Ma teraz sesję, uczy się. Do czytania mąż ma takie podejście jak moi rodzice, że to trwonienie czasu. Przy nagromadzeniu domowych obowiązków sama się wpędzam w poczucie winy, ale jak już dzieci śpią, mogę poczytać godzinkę czy dwie. Taka nagroda. W łóżku, przy lampce. Śpię normalnie: siedem-osiem godzin. Jak jestem w pracy, to w dzień odsypiam.

Powroty

Bernadetta: – Zaznaczam fioletowym, przy drugim czytaniu czerwonym. To spotkanie z samą sobą sprzed lat. Czasem muszę się zastanowić, dlaczego coś zaznaczyłam, dziś bym to zrobiła w innym miejscu. Wracamy do tych samych tekstów, a one budzą w nas coś innego – to siła dobrej literatury.

Sylwia: – Nie czytam z ołówkiem w ręku. Mam taką książkę „Żelary”. Za każdym razem, kiedy zaczynam ją czytać, mój mąż zaczyna się bać, bo ja od pierwszej do ostatniej strony płaczę. Za każdym razem bardziej. Tam jest mnóstwo bohaterów smutnych, pozostawionych samym sobie. W tej książce widzę samą siebie i do niej wracam, choć płaczę. „Widnokrąg” Myśliwskiego – jak oni szukają tego buta – czytałam z pięć razy, a „Traktat” ze dwa. Pilch pisał w felietonie, że cieszy się z zawodności ludzkiej pamięci, bo może wracać i za każdym razem czytać od nowa coś, co lubi.

Źródło

Sylwia: – Chodzę do trzech bibliotek. W każdej bibliotece można wypożyczyć po pięć książek, ja zawsze tyle biorę, plus drugie pięć na mojego męża, dał mi upoważnienie. Więc mam w domu ok. 30 książek z biblioteki. Przeterminowuję notorycznie, ale te panie mi wybaczają. Czasem zwracam następnego dnia, bo albo przeczytam, albo mi się nie podoba i wiem, że nie skończę. Od znajomych nie pożyczam, bo sama nie lubię pożyczać komuś. Dużo czytam blogów książkowych – „Młoda pisarka czyta”, „Prowincjonalna nauczycielka”. Czytam recenzje w „Polityce”, w „Dużym Formacie”. Magazyn „Książki” uwielbiam, mógłby wychodzić co miesiąc. Miesięcznie wydaję na książki 120-150 złotych. Cztery-pięć książek, w miękkiej oprawie, bo twarda to brak szacunku dla czytelnika – dodatkowe 10 zł od sztuki. Usprawiedliwiam się, że nie mamy telewizora, wiec gdybyśmy mieli go kupić, zapłacić abonament i za kablówkę, wyszłoby więcej. Mamy kredyt mieszkaniowy na 45 lat.

Czasem jak się z mężem kłócimy, to mi mówi, że nawet jak jestem w domu, to mnie nie ma, bo czytam. Ja uważam, że to coś innego, bo czytając, ciągle daję dobry wzorzec.

Bernadetta: – Część książek otrzymuję w ramach egzemplarzy recenzenckich, a część kupuję. Wydaję na nie miesięcznie 300-400 złotych. Wiadomo, w wolnych zawodach bywają miesiące, gdzie dla książki trzeba z czegoś zrezygnować. Zakup firanek bym odłożyła na potem. Albo nowej bluzki, zwłaszcza że chodzenie po sklepach i kupowanie ubrań męczy mnie psychicznie.

Marianna: – Jak przyjechałam do Warszawy, nie byłam zapisana do biblioteki. Nie czytałam tyle co teraz, bo płaciłam 40 zł za książkę! Kupowałam zawsze jak najgrubsze, żeby na długo starczyły. Mam koleżankę, która kupuje na Allegro, przeczyta i sprzedaje. Chciała ode mnie książki, ale jej nie pożyczam, bo ona zagina rogi albo rozpadają się u niej grzbiety, ma użytkowe podejście. Znajoma ma łańcuszek: córki i koleżanki. Każda coś kupi i po kolei czytają.

Tomasz: – Lubię czytać książki, które ktoś mi poleca. Wszyscy moi znajomi czytają. Moje natchnienie to antykwariaty. Eldorado czytelnicze! Teraz czytam Rembeka Stanisława. Trzy opowieści związane z powstaniem styczniowym. Pierwszorzędna literatura. Dobra, gęsta proza historyczna. A pisarz kompletnie nieznany, bo nie opozycjonista, książka dedykowana Piaseckiemu „w podzięce za pomoc i opiekę w trudnych czasach”. Czy „Podróż” Dygata – zupełne przeciwieństwo Rembeka. To powieść psychologiczna, tam są uczucia, postacie, bohaterowie, relacje, emocje!

Współczesna literatura dostarcza niewiele satysfakcji. Za dużo jest teraz szumu literackiego. Mówię to jako księgarz. Ubawiło mnie, jak w katalogu handlowym ktoś o jakimś debiucie napisał: „Największa książka od czasów Homera”! Dziś zainteresowanie książką trwa półtora tygodnia. Popularnym autorom udaje się to przedłużyć do miesiąca. Gonitwa nowości. Dlatego ważne są małe księgarnie, które wybierają to, co przetrwało próbę czasu, i podsuwają czytelnikowi.

W maglu codzienności

Marianna: – Czytam, żeby się odprężyć. Liczy się chwila: teraz mi przyjemnie.

Sylwia: – To moja ulubiona rzecz w życiu, oprócz spania. Dostarcza wzruszeń. Dzięki temu moje życie jest przyjemne. Poza tym lepiej siebie poznajesz. Wchodzisz w inny świat, utożsamiasz się. Nie lubię mówić o tym, co przeczytałam i co czułam, jak czytałam. To zbyt intymne. Z mężem też się nie dzielę.

Tomasz: – Żeby ten czas trochę zwolnił. Nie gnał tak, w nieogarnięty chaos, w otchłań. W maglu codzienności można zatracić każde: po co? i dlaczego? Wybrałem literaturę, bo ona we mnie uruchamia refleksję. Dialog. Z samym sobą i z otoczeniem. Współczesny człowiek powinien jak najwięcej czytać, żeby mieć możliwość rozważania różnych sytuacji. Bo ciągle są jakieś rozdroża, kiedyś nie było ich aż tak wiele. Widzę, jak się miotają studenci: z jednego wydziału na drugi, trzeci. Wyjeżdżają, wracają. Ogromne bogactwo możliwości, ale z drugiej strony dziś muszą dużo więcej wiedzieć o sobie.

Bernadetta: – Powinniśmy się mierzyć z trudnymi tematami. Z obowiązku wobec ludzi, którzy tego nie przeżyli. Zapisy doświadczeń ofiar Holocaustu czy niedawno wydany trzeci tom Jeana Hatzfelda o Rwandzie czy Hugo-Badera książki. Bo one pokazują nam prawdziwszą stronę człowieczeństwa. Człowiek, którego się boi-my, też jest w nas. Ktoś ma na rękach krew, a okazuje się wspaniałym ojcem i partnerem. I to jest ważne ostrzeżenie, żeby pilnować siebie. Starać się być tym człowiekiem, jakim chcielibyśmy być.

Mamo, nie kupujmy telewizora

Sylwia: – Telewizora nie mamy. Oglądamy filmy, ale mogłabym miesiącami tego nie robić. Ale jak Iga poszła do pierwszej klasy, pomyślałam: nie dość, że nie chodzi na religię, to jeszcze telewizora nie ma, zrobimy z niej dziwadło. Pytałam, co o tym myśli. Zdecydowaliśmy, że po wakacjach kupimy, i przez kilka dni się bardzo cieszyła. Ale potem mówi: – Mamo, a może nie kupujmy? – Ale wszyscy będą mieć – przekonywałam. – To nic, poczekajmy jeszcze – zdecydowała.

Razem jemy w niedzielę, ale ja bardzo tego nie lubię. To też jest przyzwyczajenie z dzieciństwa. Mam pięcioro rodzeństwa, nikt z nas nie jadł przy stole. Każdy jadł czytając: na łóżku albo siedział na podłodze, a talerz miał na siedzeniu. Mieszkaliśmy biednie, na głuchej wsi. Moja mamusia zmarła, jak miałam osiem lat, i to ona czytała.

Marcin, mój mąż, tak nie je. Marcin czyta mniej i jest bardzo skupiony. I lubi bardzo grube książki, więc potrafi przez miesiąc czytać jedną. Ale to są książki typu „Życie i los” Grossmana.

Nikt nie prasuje. Czasem ja koszulę dla niego. Rzadko ktoś gotuje, bo wszyscy jemy na mieście. Jak już, to gotuje Marcin. Na pewno lepiej mu to wychodzi i robi to z większą chęcią. Sprząta. Większość zajęć domowych robi on. Razem chodzimy na spacery albo on chodzi sam, bo tak woli. Ja jestem typem upośledzonego ruchowo kanapowca. Zabiera dziewczynki do opery, uczy je słuchać jazzu, a mnie głowa pęka po pierwszym utworze. Iga ma siedem lat i czyta płynnie, jak dorosły człowiek, co się przekłada na szóstki z czytania. Kupy nie zrobi bez książki, śniadania nie zje bez książki, chodzi z książką z pokoju do pokoju. Zaczęliśmy jej czytać, jak miała miesiąc.

Tomasz: – Nic innego bym nie robił. Nie poszedłbym biegać. Mam wyrzuty sumienia, gdy poświęcam czas na jakąś głupotę. Kiedy czytam, muzyki nie mogę słuchać. Telewizję oglądam. Na seriale już by miejsca nie starczyło. Do kina chodzę niedużo, bo trzeba zorganizować nianię. Dzieci spowodowały wzrost czytelnictwa.

Marianna: – Mogłabym telewizję pooglądać, w internecie posurfować, maseczkę sobie zrobić. Kiedyś dużo w wannie czytałam, aż do wystygnięcia wody. Tu mamy prysznic. Chłopcy mają swoje książki. Kostuś lubi, jak się mu czyta co wieczór. Nigdy nie niszczył książek.

Po Wigilii można już czytać

Sylwia: – W Wigilię przy stole nie czytamy, ale pod choinką zawsze są książki i przez resztę świąt każdy siedzi w swoim kąciku albo razem na kanapie i czytamy. Jest w tym poczucie wspólnoty. Ktoś się śmieje: – Z czego?! Przeczytaj! – to moje najsilniejsze wspomnienie z dzieciństwa. I w dorosłym życiu jest podobnie.

Nie jestem typem podróżnika, zawsze dwa tygodnie urlopu spędzam z dziewczynkami w rodzinnej wsi. I tylko czytam. Trochę w łóżku, potem wyjdę się opalać do ogrodu, pójdę do kuzynki – ona ma długą huśtawkę dla dorosłych. Przywożę sobie ze trzy-cztery nowe książki, ale głównie czytam lekkie, które tam mam. Dziewczynki cały dzień biegają z kuzynkami, a wieczorem wszystkie schodzą się do nas, mam audytorium i im czytam.

Marianna: – Raz byłam w Egipcie. Nigdy więcej! Ci tubylcy tacy męczący! Najczęściej jeździmy nad morze. Na urlop biorę pięć-sześć książek. Na plaży w ogóle się nie da czytać: słońce, piasek w oczy, głowa boli i dziećmi się trzeba zajmować! Ale w cieniu gdzieś przysiąść? Na święta jeździmy do rodziców, więc też nic szykować nie muszę.

Księgarnia to ja

Bernadetta: – Moja praca jest pasją, więc trudno powiedzieć, że jadę na urlop, żeby od niej odpocząć. Jak nad morzem czerpię przyjemność z tego, że czytam tzw. ciężką książkę, to pracuję czy odpoczywam? Teraz na trzy tygodnie stażu naukowego w Wiedniu zabrałam 13 książek „na wieczór”, bo całe dnie spędzałam w bibliotekach. Mam wielu znajomych i my właściwie ciągle rozmawiamy o literaturze – takie środowisko.

Sylwia: – Żeby być redaktorem, mieć wyczucie stylu, języka, trzeba to sobie naczytać.

Marianna: – Moi podopieczni książki widzą. Czasem pytają, o czym. Ale żaden się jeszcze ode mnie czytaniem nie zaraził. Książka dla nich za długo trwa. To generacja gier. Internetu.

Tomasz: – Ta księgarnia to jestem ja. Za każdy tytuł odpowiadam tu osobiście.

Książka żyje dwa lata

Zanim biblioteki dokonają zakupu książek, ktoś musi przeczytać i ocenić wszystko, co się ukazało na rynku. W budynku biblioteki na Koszykowej jest jeden pokój niedostępny dla czytelników – siedzą tam osoby, które się tym zajmują.

Wanda Monastyrska (800-1000 książek rocznie): – Książki przyjeżdżają do nas czasami codziennie, czasem dwa razy w tygodniu. Rocznie nawet 3,5 tysiąca nowości. Dla dzieci, dorosłych, literatura faktu, beletrystyka, popularnonaukowe, historia, romanse, fantastyka, poradniki. W dziale są cztery osoby.

Bibliotekarze z województwa mazowieckiego przyjeżdżają do nas co dwa tygodnie na tzw. przeglądówki, czyli jaki to rodzaj książki, dla jakiego odbiorcy, jaka treść. Książki dla dzieci dzielimy na poziomy wiekowe. 0-7, 8-9, 10-13, 14-15. Do kategorii młodych dorosłych 16-20 trafiają historie o wampirach, które czasem mają podtekst erotyczny, czasem sadystyczny, tego staramy się nie dawać 15-latkom. Są trzy listy: „rekomendujemy”, „według uznania” i „naukowa”. Na czarnej liście są trzy pozycje, czasem nie ma żadnej. Bo biblioteki nie mogą kupować samych noblistów. Na kartach wypożyczeń: sensacja, romans, kryminał, horror mają 15 czytelników rocznie, literatura ambitna dwóch, trzech. Pięciu, jak jest bardzo głośna. W pierwszym roku. W drugim – dwóch, a potem książka zamiera. I stoi na półce.

Jak jest coś, co wszyscy chcą przeczytać, to losujemy, a jak coś, czego nikt nie chce, to też. Resztą dzielimy się, co kto lubi albo co kto jest gotów zrobić, żeby inni się nie męczyli. Nie jest możliwe, żeby w godzinach pracy od 8 do 16, w dwa tygodnie, przeczytać 35 książek. Bierzemy pracę do domu. Między 22 a 1 w nocy jeszcze coś sobie zaliczam. I po cztery-pięć godzin dziennie w weekendy. Więcej nie, bo rodzinie też się coś należy. Jest trudno. Zwłaszcza kiedy to jest piąta czy szósta książka tego dnia. Nie ma przestrzeni na oddech, regenerację umysłu i wtedy jest takie: „Ja już nie chcę!”. Ale czytam dalej. Żałuję, że nie mogę dokładniej, bo firmujemy to twarzą, nazwiskiem. W domu mam kilka półek książek do przeczytania na emeryturze.

E-booki łatwo nie mają

KSIĄŻKA PAPIEROWA CZY ELEKTRONICZNA? WYBÓR MAMY CORAZ WIĘKSZY

Biografia Steve?a Jobsa za 55 zł w papierze czy za 30 zł w e-booku? Jeśli jesteś posiadaczem smartfona, komputera lub czytnika do książek – możesz wybrać

MAGDALENA SZWARC

W dowolnym miejscu świata przez aplikację w telefonie, tablecie lub na czytniku logujesz się do swojego konta i twoje książki pojawiają się na półkach. Otwierają się od razu tam, gdzie skończyłeś czytać na innym urządzeniu. – To przyspieszyło. Na iPadzie czytam wywiad z autorem, ktoś poleca książkę na Facebooku. Sprawdzam w internecie: kurczę, nie jest jeszcze wydana w Polsce. A w Amazonie? Jest! Robię klik i mam. Bez czekania. Tak działa ten świat: albo już, albo wcale – mówi Joanna Ćwiklak z wydawnictwa Czarna Owca.

– Czytelnik e-booka jest gadżeciarzem. Lubi kolekcjonować. W podróży chce wybrać spośród kilkudziesięciu książek: czyta 20 stron jednej, zostawia, czyta inną – mówi Ćwiklak. Na wakacjach jedną książkę czytała na trzech różnych nośnikach. – Jak wieczorem gasiliśmy światło, to na iPadzie. Na basenie – w papierze. Ale jak jechaliśmy na wycieczkę, ściągnęłam ją na iPhone?a.

Dodaje jednak: – iPad, który jest absolutnie multimedialny, rozprasza. Czytam 10 minut, sprawdzę pocztę. Wracam do książki, to ktoś zadzwoni na Skypie. Znów czytam. Coś mi się przypomni, to dopiszę notkę na Facebooku. Nie ma rytuału czytania. Dlatego na iPada kupuję książki lekkie, które nie wymagają dużego zaangażowania.

Rewolucji nie ułatwia to, że książki kupują ludzie, którzy lubią ich fizyczność: zapach, ładny papier, druk.

6.00, metro Młociny. Przesiadając się z wagonu do wagonu warszawskiego metra, postanowiłam odszukać czytelników e-booków. Slalom między poręczami, siatkami. Patrzę ludziom na ręce. Mijam czytających „papier”. Szukam elektroniki. Jest. Kobieta wpatruje się we wnętrze dłoni. Podchodzę bliżej – nie ma na uszach słuchawek. Świetnie. Rzucam okiem na ekran. Zazwyczaj skaczą tam kolorowe kulki albo ktoś rozkłada pasjansa. U niej biały ekran telefonu i litery. To Ewa, 30 lat, inżynier drogowy. – Jedną ręką się trzymam, torebka przed siebie i nie ma problemu. Kartek nie trzeba przewracać – mówi, podnosząc głowę.

– Skąd je bierzecie?

– Piractwo. Jest tam niemal wszystko. Głównie angielskie, ale język w dzisiejszych czasach nie jest barierą. Przeważnie czytam sagi, w druku to ponad 1400 stron, więc jedna, dwie w miesiącu. Lubię thrillery. Odprężają. Mąż czyta krótsze, ze 30 przez rok przeczytał. Teraz „Walkę o tron”. Dobrego telefonu używa do czytania, a do dzwonienia ma grata, ale jak czytam w taki sposób, nigdy nie pamiętam tytułu. Bo on znika na początku.

– Telefon nie męczy? Nie świeci w oczy?

– Można sobie ustawić dużą czcionkę, przyciemnić ekran. Godzinę mogę czytać bez zmęczenia.

– E-papier w ogóle nie męczy. Czcionkę też można powiększyć. Dwie książki o podobnej liczbie stron, tego samego autora przeczytałam w papierze i na czytniku. Na tym drugim o 20 proc. szybciej.

– A jak on jest duży?

– 5, 6, 10 cali.

– To do torebki się nie zmieści. Telefon jest wielofunkcyjny: przeczytam, zadzwonię, wyślę SMS-a, maila. Z e-booków mało osób jeszcze korzysta, bo jak ktoś nie umie sobie znaleźć w sieci, to kupienie legalnie jest kłopotliwe i drogie.

Przeszkoda pierwsza: chmury w budowie

„Białą Marię”, najnowszą książkę Hanny Krall, kupiłam – jak trzy czwarte polskich użytkowników e-booków -przez komputer (nie bezpośrednio przez czytnik ani smartfon, co w USA już jest standardem). Trzeba wejść na stronę e-księgarni, wybrać, zapłacić przelewem albo kartą, a po weryfikacji płatności (ok. 10 minut) można ściągnąć plik.

Jednak na najpopularniejszym w Polsce czytniku Kindle moja „Maria” się nie otworzyła. Kindle nie obsługuje dokumentów zabezpieczonych DRM-em (Digital Rights Management) firmy Adobe, a to 80 proc. oferowanych w Polsce e-booków. Do tego sprzedawany przez Amazon.com, największą internetową księgarnię, obsługuje jej format e-książek (Mobipocket). A w Polsce upowszechniły się standardy ePub i pdf. Wśród 950 tys. książek w Amazonie polskich prawie nie ma.

W internecie jest kilka przepisów, jak złamać zabezpieczenie DRM. Są legalne programy do przeformatowywania plików, ale są też aplikacje do czytania takich plików np. na smartfonie czy tablecie.

Czytnik Onyx Boox, drugi u nas pod względem popularności po Kindle?u, zabezpieczone DRM-em pliki ePub otwiera. Świetnie obsługuje format PDF. Nie jest jednak idealny. Bez powodzenia próbowałam ściągnąć „Marię” z mojego konta przez wi-fi (to ma się wkrótce zmienić). Kabelkiem przez komputer poszło w 3 minuty.

Są dystrybutorzy, którzy zamiast uciążliwym dla klienta DRM-em (wymaga rejestracji, można książkę kopiować tylko na 6 urządzeń plus 1 co roku) zabezpieczają pliki znakiem wodnym. Nazwisko użytkownika „wdrukowane” jest w strony publikacji, a dane o transakcji umożliwiające identyfikację klienta zaszyfrowane w pliku. Można ją kopiować na dowolną liczbę urządzeń, ale tych rozwiązań boją się wydawcy. Z nielegalnego rozpowszechniania kopii ani wydawca, ani autor nie dostaje nic.

Jednak rynek idzie w kierunku zdejmowania zabezpieczeń – w USA w siłę rosną firmy wyszukujące pirackie kopie na stronach je dystrybuujących. U nas księgarnia Virtualo w listopadzie wprowadziła do oferty format mobi (na Kindle?a). Dziś oferuje tylko darmową klasykę, ale już dwa duże wydawnictwa literackie negocjują umowy na dostarczenie tytułów w tym formacie, zabezpieczonych znakiem wodnym. Od listopada wydawnictwo Helion (biznes, psychologia, informatyka) prowadzi sklep Ebookpoint.pl, gdzie książkę sprzedaje w pakietach trzech formatów naraz (PDF, e-pub, mobi), też z watermarkiem. Otworzą się na każdym urządzeniu do czytania.

„Kierunek Kabaty”… Kolejny wagon. – W ciąży bardzo dużo czytałam na czytniku ze względu na jego małą wagę. W torebce noszę. Nie rozładuje się, wytrzymuje tygodnie. W domu czytam papierowe, bo nie chcę, żeby czytnik dostał się w małe, zaplute rączki. Ale jak pojawia się coś nowego, a nie jest dostępne na e-booku, to nie będę czekała, kupuję papier – mówi blondynka z czytnikiem Onyx Boox.

Przeszkoda druga: nie ma co czytać

W sklepie Virtualo można wybierać spośród 85 tys. książek. W Nexto – z 15 tys. Te liczby i tak są dęte, bo ponad połowa to klasyka starsza niż 70 lat, czyli utwory w domenie publicznej, za kopiowanie których już nie trzeba płacić autorom ani spadkobiercom. A pozostałe tytuły, jeśli występują w wielu formatach – ePub, PDF i mobi – są liczone kilka razy. Realnie na polskim rynku może być zdigitalizowanych 7 tys. pozycji, do których prawa autorskie nie wygasły. W praktyce chcesz kupić konkretny tytuł i go nie ma. W tym roku średnio na rynek wchodziło 170 tytułów miesięcznie, w ostatnim kwartale – po 250.

Najszerszą ofertę ma wydawnictwo W.A.B. – ponad 300 tytułów. – Generalnie chcemy, żeby każdy tytuł papierowy miał swoją elektroniczną premierę jednego dnia. I to się udaje, chociaż nie dla każdego tytułu – mówi Małgorzata Rzepkowska. Ale taka polityka wydawcy należy do wyjątków. Czarna Owca – na rynku mówią, że najprężniej rozwijające się wydawnictwo spośród oferujących e-booki, w cyfrze od 15 miesięcy – zaczynała od trzech części „Millennium” Stiega Larssona, dziś oferuje 30 książek. – W formie elektronicznej oferujemy tytuły hitowe, ważne – mówi Joanna Ćwiklak. To 10–15 proc. oferty nowości papierowych.

W.A.B. miesięcznie sprzedaje ponad 400 pobrań (sierpień – 495, wrzesień -488, październik – 723). Największe hity – nawet 30 szt. W całym 2010 r. sprzedali 3178 e-booków, w pierwszej połowie 2011 r. – 2642. Najlepiej sprzedaje się „Uwikłanie” Miłoszewskiego – 108 sztuk, przy sprzedanych 5 tys. egzemplarzy papierowych. „Powrót nauczyciela tańca” Henninga Mankella – 108 do 12 tys. „Niespokojny człowiek” Mankella – 57 sztuk do 3 tys. (dane do końca września).

Czarna Owca sprzedała w sumie ponad 3,6 tys. pobrań. – Powieść szpiegowska „Nielegalni”, zanim wyszła papierowa i audio, była dostępna jako e-book. W jeden dzień na Woblinku w promocji za złotówkę sprzedało się 200 sztuk. Od 1 sierpnia do końca października: 500 sztuk – absolutny rekord!

Jednak choć tytułów prawie nie przybywa, wydawcy i dostawcy mówią, że rynek się rozwija. Notują wzrosty rzędu 70-100 proc. rocznie. Miesięcznie przez Nexto przechodzi 5-10 tys. pobrań, a to jeden z największych dystrybutorów. Cały ten rynek szacują na 6-7 mln zł rocznie. Grupa Empik – na 8-10 mln. To mniej niż pół procent rynku książki w Polsce. – Jeszcze na początku 2011 r. najwięcej sprzedawało się audiobooków, potem była e-prasa i na końcu e-booki. Teraz e-booki zbliżają się do audiobooków, wyprzedzając prasę – mówi Roszkowski.

14.20, metro Centrum. – W metrze jest świetnie, ale na powierzchni bywa różnie. Na przystankach znajduję sobie miejsca zacienione – mówi Artur Pawłowski, który czyta w laptopie. – Miesięcznie czytam trzy-cztery książki w ten sposób. SF po angielsku, bo trudno je dostać w Polsce. Książki dotyczące średniowiecza. Uczelnie amerykańskie udostępniają sporo treści nieodpłatnie – mówi. – Średniowiecze!? Co pan zawodowo robi?

– Zajmuję się nieruchomościami. Często mam torbę pełną dokumentów. Dźwigać jeszcze książki to przesada. A komputer i tak muszę mieć.

Przeszkoda trzecia: prawa autorskie

Zdigitalizować książkę dla wydawcy znaczy: sprawdzić, czy w umowie z autorem/licencjodawcą/tłumaczem jest zapis o jego zgodzie na rozpowszechnianie treści w formie cyfrowej. Zapewne nie ma, bo jak pięć lat temu była zawierana, nikt o digitalizacji nie myślał, więc trzeba ją renegocjować, co kosztuje i trwa. – Nie każdy licencjodawca wierzy w potencjał książek elektronicznych. Bardzo oporni są Francuzi – mówi Joanna Ćwiklak.

– Jak okładkę wydania papierowego chcemy zamieścić w digitalizowanym i okazuje się, że za dodatkowe prawa do niej ktoś chce 300 euro, rezygnujemy z e-booka. Czasem autor nie chce przekazać praw, czasem już je komuś zbył, a czasem chce jakąś gigantyczną zaliczkę, co przy naszym rynku w tej chwili się nie zbilansuje – wyjaśnia Małgorzata Rzepkowska.

15.40, metro Marymont. Mężczyzna siedzi z tabletem w samym kącie wagonu. To najzaciszniejsze miejsce. Uśmiecham się i przechodzę do rzeczy. – Nie udzielam wywiadów – warczy. Inny czyta na telefonie. Widzę, jak przerzuca kolejny rozdział. Nawet wiem, co czyta, ale idzie w zaparte. – Nie czytam e-booków – mówi i chowa telefon do kieszeni.

Przeszkoda czwarta: brak narzędzi do czytania

E-book to byt niematerialny, istnieje jedynie poprzez urządzenia. – 2012 i 2013 rok to będą lata rozwoju narzędzi do czytania i zaczynająca się masowa konsumpcja – prorokuje Nexto. Smartfony i tablety przez operatorów telekomunikacyjnych są już oferowane za złotówkę. Gdyby czytniki spadły do cen 100-200 zł, mogłyby być kupowane masowo. Sieci telekomunikacyjne nie są zainteresowane ich kredytowaniem, bo książka to minimalny przesył danych, na tym się nie zarobi. A tablety, wbrew reklamom, to nie są narzędzia do długotrwałego czytania.

Prognozy PricewaterhouseCoopers przewidują, że w 2015 r. rynek książki cyfrowej w Polsce będzie stanowił 2 proc. sprzedaży książki papierowej. W Niemczech – 6,3 proc., w Holandii – 4,4 proc. (dziś w obu ostatnich to mniej niż pół procent rynku książki). USA są kilka lat przed Europą. W 2009 r. e-booki stanowiły 3 proc. rynku książki, rok później – już 7 proc. W 2015 r. będzie to ponad 22 proc. Amazon deklaruje, że już sprzedaje więcej e-booków niż papieru. Ponad 20 proc. wydawnictw amerykańskich deklaruje, że e-booki stanowią ponad 10 proc. ich przychodów.

A czemu Amazon, mając swoje sklepy w kilku krajach świata, nie wchodzi z e-bookami na ich języki? Może te rynki są za małe, aby unieść takie inwestycje? – Wejdzie, tylko czeka na odpowiednie nasycenie urządzeniami. Wszedł do Niemiec, wchodzi do Włoch i Hiszpanii – mówi Roszkowski.

Szacunkowe dane mówią, że czytników mamy w Polsce ok. 60 tys., tabletów ok. 100 tys., smartfonów do 8mln.

16.20, metro Marymont. Następny Kindle. – Mam go od tygodnia, mąż przywiózł ze Stanów – mówi Joanna Kujawska, 26 lat. Chciałaby, żeby zdigitalizowano podręczniki. – Mam 900 stron „interny” do przeczytania. Ponad 2 kg. Do metra nie wezmę, a moje czytanie to droga do pracy – ponad godzinę – i z powrotem.

– I co pani na nim ma?

– Trzy książki fantastyczne. Poradnik: „Żyć dobrze”, bo czasem trzeba przeczytać, że szklanka jest do połowy pełna, a nie pusta. „Harry?ego Pottera” dla męża. Uczę się angielskiego, więc czytam książki, słuchając ich jednocześnie. Mam artykuły z pracy. Na papierze łatwiejsze jest robienie notatek, tu trzeba się przeklikać.

Przeszkoda piąta – cena

– Na początku nasz e-book miał cenę połowy wydania papierowego, ale to kanibalizm. Omijamy koszty druku, papieru, logistyki, magazynowania, ale koszty praw autorskich w wydaniu cyfrowym stanowią jedną czwartą ceny, a mówi się, że 50 proc. trzeba będzie oddać autorowi. A w papierowych – 10 proc. Tłumacz – 5-7 proc. Produkcja na etapie łamania się rozchodzi. Ktoś musi tę pracę wykonać dwa razy. Potem jest konwersja, za którą trzeba zapłacić, praca osób zaangażowanych w pozyskiwanie praw, okładkę, zdjęcia, ilustracje. Prowizje od sprzedaży to 40-50 proc. – hurtownicy dzielą się tym z księgarniami – jedni i drudzy ponoszą koszty budowy swoich platform. Do tego 23 proc. VAT (na książki papierowe 5 proc.). Dopiero wszedł e-pub, a już trzeba myśleć o wprowadzaniu e-pub3, który pozwala dołączać filmy i pliki dźwiękowe. Trzeba inwestować, więc uznaliśmy, że sprzedajemy treść. W tej samej cenie co w miękkiej oprawie – opisuje Rzepkowska.

Czarna Owca stara się oferować taniej od papieru o 5 zł – czyli blisko 20 proc. Większość wydawców tak robi, ale e-book droższy od wersji papierowej nie jest czymś niezwykłym.

Na Virtualo.pl już działa wypożyczalnia e-booków, gdzie za kilka złotych można wykupić czasowy dostęp do książki. Na razie tylko online, ale udoskonalenie tej usługi z pewnością obniży ceny.

18.00, metro Młociny. Księgowego Jacka zaczepiam, bo posuwisty ruch kciuka po ekranie sugeruje, że to nie gra. – Nie czytam e-booka – mówi. – Do czytania mam co innego – wyciąga Kindle?a. – W plecaku, w metrze książki się niszczą. A o to dbam. I nie czytam książek drugi raz, a mam ich dużo. Chyba na Allegro trzeba je wystawić.

Maj 2011 r. Na Warszawskich Targach Książki dużym zainteresowaniem cieszyły się stoiska z „gadżetami” do czytania e-booków

Gazeta Wyborcza  nr 294, wydanie z dnia 19/12/2011Biznes Ludzie Pieniądze, str. 26